Twitter AriaWiki Profil na naszej-klasie Profil na myspace.com Profil na Facebook.com Forum fanklubu 'Chimera' Grupa na Last.fm Profil na YouTube.com Arija.pl Historia Dyskografia Galeria Koncerty Księga gości Linki

Кровь За Кровь

Кровь За Кровь 1. Прощай, Норфолк! (5:15)
2. Зомби (4:30)
3. Антихрист (5:02)
4. Не хочешь - Не верь мне (4:00)
5. Кровь за кровь (7:26)
6. Бесы (3:18)
7. Все, что было (3:18)
8. Следуй за мной! (3:18)

Recenzje:
http://forum.arija.pl/viewtopic.php?f=19&t=152 (petersen, fanklub Chimera),
http://www.metalside.pl/recenzje/recenzja.php?id=414 (Krwawisz, metalside.pl).

Прощай, Норфолк! Żegnaj, Norfolk!

Вступление.
21 августа 1915 года британский генерал Гамильтон отправил Норфолкский полк в качестве подкрепления своим войскам на передовую. Полк поднялся высоко в горы, вошел в осевшее в ущелье огромное облако и... исчез. Из облака не вышел ни один солдат!

В небе на битву сходились орлы
Людям для войн не хватало земли
.......... лето жгло свой восход
Немцы убитых тащили во рвы
В бой англичане бросались как львы
.......... шел пятнадцатый год

Прощай, Норфолк!
За честь короны мы умрем
Прощай, Норфолк!
Мы в рай едва ли попадем
Штык в спине, а пуля в сердце - отпоет шакал
Мертвым славой не согреться, кто б не согревал
В жилах кровь суровых бриттов бьется, словно ток
Смерть сегодня будет сытой
Да хранит вас Бог!

Полк из Норфолка затерян в горах
Стынут молитвы и брань на устах
......... потемнел горизонт
Странное облако скрыло солдат
Ни звона стали, ни звуков команд
....... тяжкий бред, страшный сон

Прощай, Норфолк!
За честь короны мы умрем
Прощай, Норфолк!
Мы в рай едва ли попадем
И рванулся над ущельем яркий столб огня
И застыла на мгновенье ночь на ранах дня
Хохот демонов и скрежет, черных змей клубок
Стала облаком вся нежить
Да хранит вас Бог!

В диком ущелье пульсирует мрак
Чертит дыханьем языческий знак
.......... значит полк обречен
Облако медленно вверх поднялось
Вспыхнуло криком разгневанных звезд
......... снова чист небосклон

Прощай, Норфолк!
За честь короны мы умрем
Прощай, Норфолк!
Мы в рай едва ли попадем
Над Норфолком в ту же полночь грянул алый дождь
Сколько стен от белых молний факелом зажглось
Черный пепел, черный ветер всех сбивали с ног
Каждый видел гибель Света...
Да хранит вас Бог!

Wstęp
21 sierpnia 1915 brytyjski generał Hamilton wysłał pułk żołnierzy z Norfolk jako pomoc dla swoich wojsk na linii frontu. Pułk szedł przez wysokie góry. Wszedł w zbliżającą się do szczeliny ogromną chmurę i … zniknął. Z chmury nie wyszedł ani jeden żołnierz !

W niebie na bitwę schodziły się orły
Ludziom dla wojen brakło już ziemi
………………. lato zbliżało się szybko
Niemcy zabitych znosili do rowów
W bój Anglicy skakali jak lwy
………………. to piętnasty był rok

Żegnaj Norfolk!
Za cześć Korony umieramy
Żegnaj Norfolk!
Szybko trafimy do raju
Cios w plecy, kula w serce, modlitwa szakala
Martwym sława niepotrzebna, kto by ich nie sławił
W żyłach krew surowych Brytów, płynie szybko
Śmierć się dziś nasyci
Niech chroni was Bóg!

Pułk z Norfolku zaginął gdzieś w górach
Stygną modlitwy i słowa na ustach
………………. ciemnieje horyzont
Dziwny obłok zakrywa żołnierzy
Nie dźwięku stali, ni dźwięku rozkazów
………………. ciężki koszmar, straszny sen

Żegnaj Norfolk!
Za cześć Korony umieramy
Żegnaj Norfolk!
Szybko trafimy do raju
Zerwał się nad z przełęczy ognia słup
I zastygła na ten moment noc z ranami dnia
Śmiech demonów, kłębek czarnych żmij
Wszystko stało się obłokiem
Niech chroni was Bóg!

W dzikiej szczelinie pulsuje mrok
Oddechy rysują pogański znak
………………. pułk uratowany
Chmura powoli podniosła się
Wybuchła okrzykiem rozniewanych gwiazd
………………. nieboskłon czysty znów

Żegnaj Norfolk!
Za cześć Korony umieramy
Żegnaj Norfolk!
Szybko trafimy do raju
A na Norfolk o północy straszny runął deszcz
Mnóstwo ścian spłonęło od błyskawic
Czarny popiół, czarny wiatr przewracały ludzi
Każdy widział koniec świata
Niech chroni was Bóg!

Зомби Zombi

Лунный свет твой сон в земле нарушит
Полночь бросит колдовской металл
Пес завоет по усопшим душам
Рухнет вниз могильная плита
Три часа горит костер в часовне
Там, где перевернут черный крест
Три часа свободы есть у Зомби
Чтоб вершить свой страшный суд и месть

Зомби!
Твой убийца крепко спит, но ты его найдешь
Зомби!
Не спасут его мольбы и святая ложь
Зомби!
Лунный свет - хозяин твой, он за твоей спиной
Зомби!
Лишь кровавою ценой обретешь покой
Зомби!

Рваный саван вновь пропитан кровью
Цель близка, и страшен твой прыжок
Гром расколет небо над тобою
И сразит убийцу твой клинок...

Księżycowy blask twój ziemski sen naruszy
Północ rzuci czarodziejski metal
Pies zawyje za duszami zmarłych
Runie w dół mogiły płyta
Trzy godziny płonie ogień w tej kaplicy
Tam, gdzie odwrócony czarny krzyż
Trzy godziny na wolności są dla Zombi
Na ostateczny sąd i zemstę

Zombi!
Twój zabójca mocno śpi, lecz ty odnajdziesz go
Zombi!
Nie zbawi modlitwa go, ni święte łgarstwa
Zombi!
Księżycowy blask – twój pan, on za plecami trwa
Zombi!
Tylko krwawą ceną odzyskasz pokój
Zombi!

Rwany całun znów przesiąka krwią
Cel jest tuż, straszny atak twój
Grom rozerwie niebo ponad tobą
I rani zabójcę ostrze twe...

Антихрист Antychryst

Я рожден был ночью
В час молитвы волчьей
В темном логове зверей
Черный Ангел Ада
Был со мною рядом
На кругах людских страстей
Я прошел сквозь пламя
Был огнем и камнем
Червем был средь мертвых тел
Прозван был Нечистым
Имя мне - Антихрист
Ты - Христос, ты - на кресте...

Без тебя я - призрак
Что из храма изгнан
Без меня ты - скучный миф
Мы с тобой как братья
В гимнах и проклятьях
С вечной властью над людьми
Но ту прячешь тайну
И в душе хрустальной
Знаю я, грех смертный есть
Я не тот, кто выдаст
Имя мне - Антихрист
Ты - Христос, тяжел твой крест...

Ты крещен был кровью
Не речной водою
В первый год судьбы земной
Царь терзал младенцев
И взрывалось сердце
Слыша скорбный женский вой
Царь искал Иисуса
Чтоб убить искусно
Но ты Богом был спасен
По пескам кровавым
Начал путь свой к славе
Ты - Христос, велик твой трон...

Для миллионов ты невиновен
Мой же отец - Сатана
Но Падший Ангел Богу был равен
Мстить за него буду я
Но мы сочтемся, в битве сойдемся
В год самой горькой звезды
Знаю, наверно, рухну я в первым
Только погибнешь и ты

Имя мне - Антихрист!
Знак мой - цифра шесть... шесть... шесть...
Имя мне - Антихрист!
Плачьте о душе.

Urodzony nocą
Przy modlitwie wilczej
W ciemnym legowisku zwierza
Czarny Anioł Piekieł
Bywał obok mnie
W kręgu ludzkich namiętności
Przeszedłem przez płomień
Byłem ogniem i kamieniem
Robakiem wśród martwych ciał
Zwali mnie Nieczystym
Imię me - Antychryst
Tyś - Chrystus, tyś - na krzyżu...

Bez ciebie jam cieniem
Wygnan ze świątyni
A beze mnie ty - jak smutny mit
Ja z tobą, jak bracia
W hymnach i przekleństwach
Z wieczna władzą nad ludźmi
Ale skrywasz sekret
I, ja wiem to, w duszy czystej
Grzech śmiertelny tkwi
Ale ja nie wydam
Imię me - Antychryst
Tyś - Chrystus, ciężki twój krzyż

Byłeś chrzczony krwią
A nie wodą z rzeki
W pierwszym roku ziemskich losów
Król zabijał dzieci
I pękało serce
Słysząc kobiet płacz
Król szukał Jezusa
Aby zabić go od razu
Ale Bóg ochronił ciebie
Poprzez piaski krwawe
Osiągnąłeś sławę
Tyś - Chrystus, wielki twój tron

Dla milionów tyś niewinnym
Ale moim ojcem Szatan
Upadły Anioł bogu był równy
Pomszczę go ja
Gdy się złączymy, spotkamy w walce
W roku gorzkiej gwiazdy
Wiem na pewno, padnę od ciosów
Ale zginiesz także i ty

Imię me - Antychryst!
Znak mój - cyfra sześć... sześć... sześć...
Imię me Antychryst!
Płaczcie za duszą.

Не хочешь - Не верь мне Nie chcesz - nie wierz mi

Я не верил, что я мертв
Я слышал брань и плачь
Видел, как над телом
Там, внизу, шаманил старый врач
Я плыл в черной пустоте
Я обретал покой
Свет в конце тоннеля
Как магнит тянул к себе дух мой...

Не хочешь - не верь мне!

Свет был ярче тысяч солнц
Я понял - это Бог!
Не бездушный идол,
А живой, сверкающий поток
Свет заставил вспомнить всех
С кем дрался и грешил
Он заставил вспомнить
Каждый шаг бунтующей души...

Не хочешь - не верь мне!

Я не хочу той пустоты
Я не хочу той чистоты
Я не хочу той высоты
Я не прошел всего пути!
Я не хочу той высоты
Я не хочу той чистоты
Я не хочу той пустоты

Нет!

Я звал друга, но никто
Не слышал голос мой
Я рванул сквозь стены
Но никто не бросился за мной
Там, внизу, горел асфальт
От сбитых с неба звезд
Мне хотелось ветра
Чтобы бил наотмашь и насквозь.

Не хочешь - не верь мне!

Nie wierzyłem w swoją śmierć
Słyszałem jęk i płacz
Widziałem, jak nad ciałem
Tam, na dole, szamanił stary doktor
Płynąc w czarnej pustce
Osiągałem spokój
Światełko w tunelu
Jak magnes przyciągało duszę mą...

Nie chcesz – nie wierz mi!

Blask jaśniejszy od tysiąca słońc
I wiedziałem – oto Bóg!
Nie bezduszny idol,
Ale żywy, migoczący potok
Światło wymusiło, bym wspominał
Tych, z kim się biłem i grzeszyłem
Ono wymusiło, bym wspominał
Każdy krok mej zbuntowanej duszy…

Nie chcesz – nie wierz mi!

Ja nie chcę tej pustki
Ja nie chcę tej czystości
Ja nie chcę tej wysokości
Nie przeszedłem jeszcze drogi swej!
Ja nie chcę tej wysokości
Ja nie chcę tej czystości
Ja nie chcę tej pustki

Nie!

Wzywałem przyjaciela, ale nikt
Nie słyszał głosu mego
Pędziłem poprzez ściany
Lecz nikt nie pomknął za mną
Tam, na dole, płonął asfalt
Od zrzuconych z nieba gwiazd
Ja pragnąłem wiatru
Aby siekł na odlew i na wskroś

Nie chcesz – nie wierz mi!

Кровь за кровь Krew za krew

Древний град Иерусалим довлеет над тобой
Понтий Пилат
Ты готов сорваться в Рим, махнуть на все рукой
Забрав с собой солдат
Ты устал от этих лиц
От чужой, неискренней земли
Боль тупая бьет в висок
Дню мучений выпал срок

Кровь за кровь!
В том воля не людей, а богов
Смерть за смерть!
Ты должен не роптать, а терпеть
Здесь твой ад!
Ты знаешь - нет дороги назад
Пей свой яд!
Пей, прокуратор Понтий Пилат

Над Голгофой - траур мглы, ты чувствуешь беду
Ты сам не свой
Меж солдат, от зноя злых, твоих решений ждут
Два вора и святой
Он безумен, видит Бог
Виноват, лишь в том, что одинок
Но ты шепчешь приговор
Иудейский царь распят как вор!

В серебристый сон
Ты бы с ним ушел
По дороге вечных звезд
Над простором строгих гор
Ты бы перед ним
На колени встал
Не стыдясь ни слов, ни слез
Кто любил - тот и распял...

Ты хотел найти покой на дне озерных вод
Понтий Пилат
Ты стал сам себе судьей, но смерть твоя не в счет
Для вечной Силы Зла
Дьявол помнит о тебе
Он в Страстную Ночь идет к воде
Жаждет смыть с тебя позор
Но все тщетно до сих пор.

Stary gród Jerozolima naciska ciągle cię
Poncjuszu Piłacie
Jesteś już gotów do Rzymu uciec, machnąć na nich ręką
Wziąć żołnierzy swych
Męczące są te twarze
Obcej i nieszczerej ziemi
Tępy ból uderza w skroń
Męki nastał dzień

Krew za krew!
To wola nie ludzi, lecz bogów
Śmierć za śmierć!
Masz nie narzekać, lecz cierpieć
Tu twoje piekło
Już wiesz - drogi nie ma wstecz
Pij swój jad!
Pij, prokuratorze – Poncjuszu Piłacie

Nad Golgotą żałobne mgły, poczułeś biedę
Znów nieswojo ci
Pośród wojsk, ze zmęczenia złych, co rozkazów żądne twych
Dwóch złoczyńców, jeden święty
On szalony, widzi Bóg
Winny tylko temu, że samotnym był
Wyszeptałeś wyrok
Judejski król ukrzyżowany niczym zbój

I w srebrzysty sen
odejść chciałbyś z nim
Drogą hen, do wiecznych gwiazd
Nad przestrzenią srogich gór
Ty byś przed nim
Na kolana padł
Nie wstydząc się ni słów, ni łez
Kto kochał – ten i ukrzyżował

Chciałeś znaleźć spokój na dnie jeziora wód
Poncjuszu Piłacie
Byłeś sędzią sobie sam, lecz śmierć twa nie liczy się
Dla wiecznej Siły Zła
Diabeł wciąż pamięta cię
On w Wielki Piątek zmierza ku wodzie
Pragnie z ciebie hańbę zmyć
Lecz daremny jego trud

Бесы Biesy

Дай мне сойти с ума
Ведь с безумца и спроса нет
Дай мне хоть раз сломать
Этот слишком нормальный свет
Здесь духотой гнетет
Бесконечная страсть борьбы
Воздух тягуч как мед
С каплей крови своей судьбы!

Бесы
Бесы все злей и злей
Бесы
Бесы в душе моей

Бесы к себе зовут
Дразнят в зеркале день и ночь
Тащат в заросший пруд
И не в силах никто помочь
Сон превращают в быль
Крутят "адское колесо"
С ангелов сдули пыль
Подновили Христу лицо!

Господи!
Я не твой
Ближних я не могу любить
Трудно мне жить слугой
А хозяином мне не быть
Дай мне сойти с ума
Ведь с безумца и спроса нет
Дай мне хоть раз сломать
Этот слишком нормальный свет...

Pozwól oszaleć mi
Przecież z szaleńca pożytku nie ma
Pozwól choć raz zniszczyć mi
Ten tak bardzo normalny świat
Tutaj duszą nas ciągle
Nieskończone namiętności walk
Powietrze gęste jak miód
Z kroplą krwi swego losu!

Biesy
Biesy, wciąż złe i złe
Biesy
Biesy w duszy mojej

Biesy ku sobie wzywają
Drażnią w zwierciadle dzień i noc
Ciągną w zarośla, nad staw
I nie pomoże już nikt
Sen zmieniają w byt
Kręcą „kołem piekielnym”
Z aniołów zdmuchnęły pył
Odnowiły Chrystusa twarz!

O panie
Jam nie twój
Bliźnich kochać nie umiem
Trudno sługą mi żyć
Zaś panem nigdy mi nie być
Pozwól oszaleć mi
Przecież z szaleńca pożytku nie ma
Pozwól choć raz zniszczyć mi
Ten tak bardzo normalny świat

Все, что было Wszystko, co było

Дверь на ключ, и свинцом тоска
Боль в душе, словно смерть близка
Один лишь шаг может все решить
Теперь ты враг, я не знаю как мне жить...

Как дальше жить

Мне колдун предсказал печаль
Долгий путь в грозовую даль
Он, словно зверь, чуял дым беды
Закрыта дверь, ливень смоет все следы...

Так хочешь ты

Все, что было - свет мой
Чистый и святой
Все, что было – рок мой
Жадный и слепой
Все, что будет – крест мой
Семь кругов пройти мне в огненной
пустыне...

Голос твой заблудился здесь
День и ночь он звучит во мне
И я молю отпустить меня
Но за стеклом вижу вновь твои глаза...

Твои глаза

Я видел сон, как в этот дом
Ты сердце принесла свое
И боль прошла, и умер страх в душе
Но дверь на ключ, и страх живуч
Что проклят я и обречен
Свинцом тоска так, словно смерть близка...

Как смерть близка

Все, что было - рок твой
Все, что будет - крест твой.

Drzwi na klucz, i tęsknoty ołów
Ból w duszy, niczym śmierć bliska
Jeden krok może to rozwiązać
Teraz wrogiem jesteś, nie wiem jak mam żyć

Jak dalej żyć

Mnie czarodziej przepowiedział żal,
I wędrówkę, gdzie burzliwa dal
On niczym zwierz, poczuł klęski dym
Zamknięte drzwi, zmyje ślady deszcz..

Tak chcesz ty

To co było – świat mój
Czysty, jasny
To, co było – los mój
Chciwy, ślepy
To, co będzie – krzyż mój
Siedem kręgów przejść mam w ognistej
pustyni....

Głos twój zbłądził tu
Dzień i noc dźwięczy we mnie on
Modlę się, by opuścił mnie
Lecz za szkłem znowu widzę oczy twoje..

Oczy twoje

Widziałem sen, jak w ten dom
Serce przyniosłaś swoje
I minął ból, i umarł strach w duszy
Lecz drzwi na klucz, i żywy strach
Żem przeklęty i zgubiony
Tęsknota jak ołów, niczym śmierć bliska...

Jak śmierć bliska

To, co było – los twój
To, co było – krzyż twój

Следуй за мной! Idź za mną

По дороге в Ад
Черный Всадник мчится
Бледное лицо и странный блеск застывших глаз
Он посланник Зла
Тень предсмертной птицы
Словно сквозь прицел он видит нас...

Он не просит
Жжет и рушит
В ночь уносит
Наши души

Всадник отслужит на горе
Черную мессу по тебе
И эхом грянет над землей:
"Следуй за мной!"

На дороге в Ад
Ветер и движенье
Тормоз не спасет, след крови смоет до утра
Черный Всадник мчит
В полном облачении
И совсем пуста дорога в Рай...

Na drodze do Piekła
Czarny Jeździec mknie
Blada twarz, dziwny blask zastygłych oczu
To wysłannik Zła
Cień przedśmiertnych ptaków
Jak w celowniku widzi nas...

On nie prosi
Pali, niszczy
W noc unosi
Nasze dusze

Jeździec odprawi na górze
Czarną mszę za duszę twą
I jak echo runie ponad ziemią:
„Za mną pójdź!”

Na drodze do Piekła
Wiatr i poruszenie
Hamulec nie uratuje, ślad krwi zniknie zaś do świtu
Czarny Jeździec mknie
Ornat ubrał swój
I zupełnie pusta droga w Raj...