Twitter AriaWiki Profil na naszej-klasie Profil na myspace.com Profil na Facebook.com Forum fanklubu 'Chimera' Grupa na Last.fm Profil na YouTube.com Arija.pl Historia Dyskografia Galeria Koncerty Księga gości Linki

Wywiad z Mawrinem - Wilno, Crazy Friends Fest, 16.10.10

Siergiej Mawrin

- Chciałbym najpierw Pana zapytać o Pańską gitarę, Jacksona. Zauważyłem, że ma między progami zagłębienia.

- To się nazywa skalp, skalopowany gryf. Wszystkie moje gitary tak mają. Nie robię tego sam, oddaję lutnikowi, który umie to robić, sam bym nie
zaryzykował, on obrabia, i wszystkie moje instrumenty, wszystkie siedem czy osiem, mają takie zagłębienia. Nie ja to wymyśliłem, pierwszy był Ritchie Blackmore, potem Yngwie Malmsteen. Jest to dość specyficzny zabieg, nie wszystkim pasuje. Ja spróbowałem, spodobało mi się.

- Czy dobrze rozumiem, że pomaga to Panu „biegać” palcami?

- Nie, nie, na szybkość to wcale nie wpływa, właściwie nawet na odwrót, gra jest bardziej wymagająca. Trochę przecisnąłeś i już masz inny dźwięk. Potrzebowałem trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić.

To daje więcej uczuć. Przez dłuższy czas nie mogłem wyjaśnić, co daje skalp, dopóki nie przeczytałem wywiadu z Malmsteenem, on jest najbardziej znanym użytkownikiem tego zabiegu – daje więcej uczuć. To samo ja mogę powiedzieć.

Między struną i gryfem masz odległość, nie czujesz gryfu, czyli masz tylko próg, strunę i odległość, czyli struna i cała gitara jest bardziej zarządzana, i przez palce przekazuje się więcej uczuć. Brak kontaktu z drewnem. A na szybkość absolutnie nie wpływa.

- O zadanie następującego pytania prosił kolega z rodzimowierczego radia RadioWid. W jakim stopniu wpływ rosyjskiego folkloru odbił się na Pana twórczości?

- No, odbił się. Odbił się, chociaż nie robiłem tego celowo. Myślę, że to jest gdzieś we krwi, wielu ma to w środku. Wszyscy to mamy, tylko na kimś to się odbija bardziej, a ktoś o tym zapomina.

U mnie to wyszło dość naturalnie, ale nie od razu. Chociaż nie, jednak od razu. Już na pierwszej płycie z Kipiełowem...

- „Budiem żyt', mat' Rossija”

- Tak, „Mat' Rossija”, „Swiet dniewnoj issiak” - tak czy inaczej było czuć rosyjskie intonacje. Dalej już poszło - „Skitalec” z Bierkutem, śpiewaliśmy też „Smiejsia i placz”. Na każdej płycie trochę jest. Nie mogę pracować w tym kluczu permanentnie, byłoby to
prawdopodobnie nieciekawe, nudne. Ale takie fragmenty, elementy, one są obecne zawsze i pojawiają się spontanicznie, nie stawiam przed sobą celu grać w „rosyjskim kluczu”, albo napisać taki utwór. Wszystko to przychodzi samo z siebie, w sposób naturalny.

- Dziękuję. W ten sposób całkiem płynnie przechodzimy do pytania o zespołach, które grają w takim kluczu
permanentnie. Na przykład, folk-metal, pagan-metal – co Pan sądzi o takiej muzyce?

- Jestem dobrze obeznany z tymi kierunkami, a prawdopodobnie i ze wszystkim istniejącymi kierunkami, ponieważ przez 8 lat prowadziłem na Radiu Junost program „Żelieznyj zanawies” [„Żelazna kurtyna”]. Doszło do tego dość przypadkowo i spontanicznie, ale dzięki temu
programowi zapoznałem się z muzyką współczesną w ogóle, muzyką po roku 2000. Słyszałem bardzo dużo i naszych rodzimych zespołów, i zagranicznych, i prawdopodobnie wszystko. Przez moje uszy przeszło tyle informacji, że sam z siebie w życiu bym tyle nie przesłuchał.

Naturalnie, jestem dobrze obeznany z tymi kierunkami. Wszystkie mają coś ciekawego – ktoś brzmienie, ktoś pewne intonacje. Mnie to też bardzo pomogło w twórczości, poszerzyło horyzonty. Black metal... nigdy bym go nie słuchał, ale chcąc nie chcąc zapoznałem się. Nie mógłbym grać tej muzyki, bo to nie jest moje. Ale podoba mi się ich atmosfera, symfonizm, klawisze. Uważam, że to jest wspaniała robota. Cradle of filth i podobni do nich...

- Jednak pragnę zauważyć że black metal nie od razu stał się symfoniczny...

- O tak, tak, ja znam historię. W ogóle Cradle of filth jest najbardziej popowy i komercyjny. Wszystko to doskonale wiem, dużo o tym czytałem.

- Zauważyłem, że ostatnio w rosyjskim Internecie, w tym Wikipedii, muzykę metalową określa się jako „metal” z akcentem na pierwszą sylabę i pisze się przez jedno „l”. Wcześniej pisało się "металл", czyli przez dwa „l” i z akcentem na drugą sylabę, tak samo jak w nazwie substancji. Jak jest prawidłowo według Pana?

- W angielskim drugiego „l” brak. W rosyjskim jest obecne, nie potrafię zaproponować wspólnego mianownika. Jak piszesz po angielsku, to przez jedno „l”. No i nie jest to ten metal który jest obrabiany w hutach...

- A „metalowe” brzmienie i metal na rękach?

- Owszem, ale to nie jest ten sam metal, który jest wydobywany w kopalniach i obrabiany w hutach.

- Historyczne pytanie. W jakim mieście poleciał z okna telewizor? Mieliśmy audycję w radiu z Witalijem Dubininem, on nie pamiętał.

- Kto nie pamiętał??

- Dubinin.

- Jak nie pamiętał? Czyżby znowu był w takim stanie, jak wtedy? Dlaczego nie pamiętał? Miasto Tomsk, telewizor wyrzuciłem ja.

- Omsk czy Tomsk?

- Zdecydowanie Tomsk.

- Dziękuję. Trzy utwory – Prorok, Prorok w jeszcze jednej wersji i Padszyj. Jak to się rozwijało?

- Faktycznie, ciekawa historia. Jako pierwszy pojawił się Padszyj. Chociaż ten utwór miał też swoją starą historię. Kiedyś dawno temu, przed moim odejściem z Arii w roku 94., tworzyliśmy kolejny materiał, który miał zostać wydany jako Nocz korocze dnia, i jeden z utworów, które przyniosłem na tę płytę miał właśnie ten refren, który teraz jest używany w Padszyj. W tamtym składzie nie dokończyliśmy płyty, historia jest ogólnie znana, nie będę do niej wracał.

Utwór nie został wykorzystany. A jak robiłem płytę „Zaprieszczonnaja riealnost” to naturalnie przypomniałem sobie o nim, ale z pierwowzorem nie miał już praktycznie nic wspólnego. Została napisana nowa zwrotka, zupełnie inna aranżacja, tylko refren pozostał. I została wydana płyta „Zaprieszczonnaja riealnost”. Ja wtedy grałem z Kipiełowem. Po wydaniu płyty bardzo spodobał mu się ten utwór. Zaproponował mi, żeby zrobić albo ten kawałek, albo coś podobnego. Ja mówię – zróbmy ten. Ale ponieważ utwór został już wydany, to uznaliśmy że trzeba zmienić aranżację.

Mnie wydawało się trochę niepoprawne przerabiać istniejący utwór, tym bardziej że aranżacja satysfakcjonowała mnie w 100%, więc zaproponowałem następującą opcję: „teraz, na próbie, proponuję riff, i dalej go rozwijamy, robimy utwór podobny, z takim samym refrenem”. Ćwiczyliśmy i powstał Prorok. Muzyka tam jest taka sama, tylko te „dwa tysiące lat” – refren – bardzo się spodobał, mówię – śpiewajmy go. Czyli zrobiliśmy zupełnie inny utwór, z innymi słowami, ale podobną linią melodyjną. Tym się zadowoliliśmy.

Graliśmy ten utwór przez pewien czas. Potem tak się stało, że odszedłem z zespołu, a utwór już był grany na koncertach. Oczywiście nie zamierzałem go zabierać. Wykonano jednak dużo pracy, inni muzycy też brali udział. Walerij pytał o pozwolenie na wykonywanie, oczywiście pozwoliłem.

Tylko że tworząc Proroka z Kipiełowem miałem zupełnie inne wyobrażenie o tym kawałku. Napisałem więc swojego Proroka, zrobiłem to bardzo szybko, właśnie takiego jak proponowałem Kipiełowowi. Walerijowi nie spodobała się ta aranżacja i zrobiliśmy inną. Oto i cała historia. Istnieją dwa Proroki i jeden Padszyj.

- Dziękuję. Bardzo ciekawie, utwory takie podobne, jak bracia albo nawet bracia bliźniacy, a w kilku wersjach.

- Tak, gdzieś się krzyżują wiersze, i też był wielki spór. Pierwsza opcja tekstu była kompletnie moja, potem dołączyła Rita Puszkina i zaproponowała znane zdanie „W dół twarzą leżałbym na ziemi przez setki lat”. Mnie to zdanie powaliło. Uważam je za jedno z najlepszych określeń Margarity. Kipiełow na odwrót. On nie mógł zrozumieć, jak można leżeć twarzą w dół na ziemi. Mówi – to alkoholik jakiś? Czyli mieliśmy spór na ten temat. Ja mówię – z rozpaczy. On nie widział rozpaczy, widział zupełnie inny temat i nie przyjął tego zdania. Ja mówię – ja to tobie nie tylko zaśpiewam, ale nawet narysuję. No i narysowaliśmy okładkę, człowieka. To są różnice twórcze, to jest całkowicie normalne.

- Dziękuję bardzo. Proszono mnie zapytać o teledysk do „Utoli moi piecziali”. Ogłoszono, że będzie to pierwszy oficjalny teledysk zespołu. A co z teledyskiem do „Wolnaja ptica”?

- To trochę za dużo powiedziane – teledysk. Na „Wolnaja ptica” to był raczej filmik promocyjny, ponieważ organizatorzy koncertów często prosili o materiał wideo. Bardzo szybko zmontowaliśmy ten filmik, ale okazał się on na tyle dobry, że nazwaliśmy to teledyskiem. Aczkolwiek był kręcony pierwotnie właśnie jako filmik promocyjny. A „Utoli moi piecziali” to będzie właśnie teledysk, czyli zupełnie inna historia.

- Marzę o teledysku do „Himiczieskij son”...

- Myślę, że to się kiedyś wydarzy. Generalnie mamy w planach bardziej się skupić na nowym materiale, nowa płyta wychodzi za dwa tygodnie. Niektóre utwory planujemy nakręcić.

- Mógłby Pan coś opowiedzieć o nowej płycie? Dzisiaj pierwsze trzy utwory pochodziły z niej? Jak się nazywają?

- Pierwszy - „Mojo wriemia” [„Mój czas”], drugi „Moja swoboda”, trzeci „Dusza”.

Płyta… Przez pięć lat nic nie wydawaliśmy, w sensie płyt studyjnych. Ostatni to był „Odinoczestwo”. Miałem długą przerwę, nic nie mogłem pisać. To jest zupełnie normalne, bardzo dużo tworzyłem, co roku, więc nastąpił niewielki kryzys, musiałem odpocząć. I dlatego ta płyta to jak nowe narodziny w twórczości.

W tworzeniu utworów na nową płytę brali udział wszyscy członkowie zespołu, co też zdarzyło się po raz pierwszy w całej
historii, ponieważ zazwyczaj ja robiłem wszystko od pierwszej do ostatniej nuty, a teraz pracowaliśmy wspólnie.

Najtrudniej jest opisywać materiał, szczerze mówiąc nie lubię
wyjaśniać naszych utworów i opisywać naszej muzyki. Myślę, że nie rozczarujemy, będzie ostro, dynamicznie. Jakieś utwory dzisiaj były. Będzie bardzo dużo niezwykłych rzeczy. Tak się składa, że na każdej płycie mamy jakieś odkrycia, czyli że sami nie podejrzewaliśmy że możemy coś takiego stworzyć.

- A skąd taka nazwa?

- „Moja swoboda”? Mój ulubiony temat. Sporo tekstów do utworów na tej płycie napisałem sam. Swoboda, wolność – to jeden z niewielu moich ulubionych tematów. Po raz kolejny wróciłem do tego tematu, ponieważ uważam że wolność – to mit. Uważam, że to mit, jesteśmy tak zależni i nieswobodni. Mogę dostarczyć milion przykładów, to długie historie.

- „Niezależnym może być każdy, kto nie wie od kogo zależy...” (Mawrin, „Staja”)

- Tak, dokładnie. Ta kwestia mnie naprawdę nurtuje. Bardzo wiele wydarzeń w naszym kraju i ogólnie na świecie. Ten temat jest coraz bardziej aktualny. I w ogóle, na napisanie treści tekstowej bardzo wpłynęła tamta cholerna skrzynka, którą wyrzuciłem wiele lat temu w Tomsku, ale ona przeżyła. Przeżyła i nadal mi pomaga.

- Dziękuję. Zauważyłem, że zaczął Pan śpiewać...? Jak do tego doszło?

- Jak na razie to zacząłem mówić. Ten utwór [Showtime] to jeden z najbardziej niezwykłych utworów na nowej płycie.

Kiedy go napisałem, to naturalnie próbowałem wymyślić melodię, ale wychodziła mi recytacja. I zaakceptowaliśmy recytację. Znowu, nigdy nie myśleliśmy, że będziemy tak robić. A kiedy powstało pytanie kto miałby recytować, to póki nad tym myślałem, zarecytowałem wszystko sam. Wyszło nie najgorzej. Musiałem tylko przyzwyczaić się na scenie.

A śpiewać... Kiedyś śpiewałem. Bardzo, bardzo dawno. Teraz już bym się nie odważył, bo mamy dość wysokie utwory, a ja śpiewam nisko. A zarecytować – proszę bardzo.

- Musimy kończyć, więc poprosimy jeszcze parę słów dla polskich fanów, którzy nie mogli przyjechać z nami.

- O, chciałbym pozdrowić, w imieniu całego zespołu. Wiem, że macie dużo metalowców, znam też wiele waszych zespołów. Polska zawsze była taką dobrą metalową potęgą. I mam nadzieję, że kiedyś do was przyjedziemy, nawet wielką nadzieję.

Przejeżdżaliśmy przez wasz kraj dość często, ja osobiście nie dalej jak na Nowy Rok [2010]. Jechaliśmy do Czech, przejechaliśmy przez całą Polskę autobusem. Nawet nocowaliśmy w hotelu.

- I jak wypada Polska teraz w porównaniu do tej zobaczonej w pamiętnym 87. roku? Spotkanie z pogranicznikami?

- (śmieje się) No, mieliśmy spotkanie. Byliśmy wtedy zupełnie inni, byliśmy młodzi, bezmyślni, trochę idioci, trochę głupki – w dobrym tego słowa znaczeniu. Teraz wyrośliśmy, już sobie na to nie pozwalamy, ale przypominamy sobie o tym ze śmiechem. Oczywiście był to absurd, nadal się dziwię, że nas tam wtedy nie wyciągnęli z pociągu. Naturalnie, teraz jesteśmy dość spokojni.

Świetne, bardzo dobre wrażenia. Oczywiście chcielibyśmy przyjechać do was z koncertami. Rozumiemy, że nie jesteśmy zbytznani, jesteśmy bardziej zespołem swojego kraju.

- Jak już to z zespołów rosyjskich jest bardziej znana Aria.

- No, oczywiście, Aria to taka machina, wszyscy stamtąd wyszliśmy. U nas w kraju Arię zna każda babcia. One nie wiedzą co to za muzyka, ale wiedzą – Aria.

- To wszystko. Dziękujemy!

- Do zobaczenia!

Wywiad przeprowadzili Satanislav i Hexxe.
Zdjęcia z wyprawy do Wilna http://arija.pl/fgallery/3
Temat na forum http://forum.arija.pl/viewtopic.php?f=23&p=7645#p7645